Aleksander Łukaszenka najwyraźniej zaczyna modyfikować swoją polityczną strategię. Po kilku latach ścisłej koordynacji działań z Moskwą i otwartego konfliktu z Polską Mińsk wysyła sygnały świadczące o gotowości do odbudowy części kanałów komunikacji z Warszawą.
Zmiana jest szczególnie widoczna na tle wydarzeń z niedawnej przeszłości. Jeszcze kilka lat temu białoruskie władze były postrzegane przez polski rząd jako źródło poważnych zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa — od kryzysu migracyjnego na granicy polsko-białoruskiej w 2021 roku, kiedy Warszawa zarzucała Mińskowi instrumentalne wykorzystywanie migracji jako narzędzia presji politycznej, po oskarżenia o wspieranie rosyjskich interesów w regionie. Dziś sytuacja wygląda inaczej: białoruskie służby same przekazują stronie polskiej informacje dotyczące potencjalnych zagrożeń na terytorium Polski.
Nie jest to jednak nagła zmiana kursu. Pierwszym wyraźnym sygnałem nowego podejścia było zwolnienie 28 kwietnia Andrzeja Poczobuta — polsko-białoruskiego dziennikarza, który przez długi czas przebywał w białoruskim więzieniu. Jego uwolnienie było efektem skomplikowanych negocjacji międzynarodowych, w których uczestniczyły między innymi Stany Zjednoczone. Dla Mińska decyzja ta miała znaczenie nie tylko humanitarne. Był to również polityczny sygnał skierowany do Warszawy i innych zachodnich stolic, że białoruskie władze są gotowe do ograniczonego dialogu i odbudowy kontaktów.
Jak zauważa Anna Maria Dyner, ekspertka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, uwolnienie Poczobuta można interpretować jako próbę wysłania przez oficjalny Mińsk sygnału, że „być może nadszedł czas na wznowienie rozmów i poszukiwanie nowych form współpracy”.
Kilka miesięcy po tym geście Mińsk wykonał kolejny krok. 23 lipca białoruskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przekazało stronie polskiej informacje o możliwym przygotowywaniu aktu dywersji na terytorium Polski z udziałem obywatela Białorusi przebywającego na emigracji.
Formalnie białoruskie władze wystąpiły tym razem w roli państwa ostrzegającego sąsiada przed potencjalnym zagrożeniem. Polityczny wymiar tego działania jest jednak znacznie szerszy. Mińsk próbuje w ten sposób pokazać, że nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne przyszłe operacje wymierzone przeciwko Polsce oraz innym państwom NATO. Choć strona białoruska nie wskazała bezpośrednio potencjalnego zleceniodawcy, taki ruch pozwala jej z wyprzedzeniem odciąć się od działań, które mogłyby być powiązane z rosyjskimi strukturami w związku z trwającym konfliktem w Ukrainie.
Mińsk poszerza przestrzeń do politycznego manewru
Nie oznacza to oczywiście zerwania Białorusi z Rosją. Mińsk pozostaje ściśle związany z Moskwą w wymiarze wojskowym, gospodarczym i politycznym. Jednak ostatnie działania białoruskich władz coraz bardziej przypominają próbę przygotowania się na różne scenariusze rozwoju sytuacji wokół wojny w Ukrainie.
Aleksander Łukaszenka, który sprawuje władzę od ponad trzech dekad, wielokrotnie udowadniał, że potrafi wykorzystywać sprzeczności między różnymi uczestnikami stosunków międzynarodowych. Jego polityka tradycyjnie opierała się na próbie utrzymania równowagi: z jednej strony na bliskich relacjach z Rosją, z drugiej — na okresowych próbach nawiązywania kontaktów z państwami zachodnimi.
Właśnie dlatego obecnych kontaktów Mińska z Warszawą nie należy traktować jako przypadkowego epizodu. Wyglądają one raczej na próbę zachowania kanałów komunikacji na wypadek dalszych zmian układu sił w regionie.
Jednym z czynników skłaniających Mińsk do poszukiwania dodatkowych możliwości pozostaje sytuacja gospodarcza. Białoruska gospodarka od lat była uzależniona od szerokiej współpracy z zagranicznymi rynkami — między innymi od możliwości tranzytowych, eksportu nawozów potasowych, produktów naftowych oraz innych sektorów handlu zagranicznego. Rosnąca presja sankcyjna i ograniczenie dostępu do zachodnich rynków sprawiły, że zależność Białorusi od jednego kluczowego partnera stała się jeszcze bardziej widoczna.
W tym kontekście działania Mińska są również wskaźnikiem szerszych procesów zachodzących w przestrzeni sojuszniczej skupionej wokół Rosji. Jeżeli jeden z najbliższych sojuszników Moskwy zaczyna systematycznie odbudowywać kontakty z Zachodem, może to świadczyć o tym, że białoruskie władze biorą już pod uwagę mniej korzystne scenariusze rozwoju sytuacji i próbują wcześniej przygotować własne warianty działania.