W połowie marca, gdy „druga wojna irańska” przekroczyła psychologiczną granicę 12 dni, stało się jasne, że cały region stopniowo wpada w spiralę eskalacji, obejmując coraz nowe obszary i segmenty. Jeden z takich efektów bardzo szybko ujawnił się w Bahrajnie — kraju z szyicką większością i rządzącą sunnicką mniejszością. Przez państwo przeszła fala protestów wywołanych zabójstwem Alego Chameneiego, a także dalszym udziałem Bahrajnu w porozumieniach z Izraelem („Porozumienia Abrahamowe”) i obecnością na wyspie Piątej Floty USA.

Reakcja władz Bahrajnu była przewidywalna — ministerstwo spraw wewnętrznych rozpoczęło serię aresztowań, a metody tłumienia protestów określano jako brutalne. W pewnym momencie pojawiło się nawet pytanie o możliwą interwencję Arabii Saudyjskiej w celu wsparcia zaprzyjaźnionych władz w Manamie. Oba kraje łączy 25-kilometrowy, czteropasmowy Most Króla Fahda, a dokładniej cały kompleks mostów i sztucznych grobli, który w przypadku eskalacji może stać się zarówno kanałem interwencji, jak i trasą ewakuacji. Warto dodać, że konstrukcja ta została już uszkodzona przez irański dron, choć połączenie transportowe nadal funkcjonuje.

Jak powstawały monarchie Zatoki Perskiej

Wydarzenia te przypomniały, w jaki sposób w ogóle ukształtowały się państwa Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) oraz fakt, że de facto nie są one naturalnymi organizmami wyrosłymi z historycznej tkanki regionu. Są produktem imperialnego rysowania granic.

Dynastia Saudów została wyniesiona do władzy przez Brytyjczyków w ramach tak zwanej „Wielkiej Gry” jako przeciwwaga dla Imperium Osmańskiego. Londyn zawczasu rozmieścił w regionie emiraty i sułtanaty, rozumiejąc strategiczne znaczenie ropy naftowej, która miała stać się głównym surowcem XX wieku. Był to model pośredniej kontroli nad zasobami.

Później „pałeczkę” przejęły Stany Zjednoczone, jednak sam układ wasalny pozostał bez zmian: monarchie gwarantują przepływ ropy za dolary i kupują amerykańską broń, a w zamian Waszyngton zapewnia im „wojskowy parasol ochronny”. W okresie zimnej wojny koncepcja wzajemnego gwarantowanego zniszczenia praktycznie uniemożliwiała bezpośrednie starcie supermocarstw, co pozwalało państwom regionu bez przeszkód sprzedawać ropę i nie wydawać ogromnych środków na własną obronę.

Na tym fundamencie wyrosły później „miasta na pustyni”. Fundamentalne problemy wpisane w ten model nigdy jednak nie zniknęły.

Kruchość „miast przyszłości”

Pierwsze uderzenia w instalacje odsalania wody — zarówno irańskie, jak i odwetowe ataki na Bahrajn — bardzo szybko ujawniły kluczowy problem regionu. Około 60% wody pochodzi tutaj z odsalania. Nawet 89% żywności jest importowane. Zamiana „miast przyszłości” w nienadające się do życia betonowe dekoracje może być kwestią zaledwie kilku tygodni.

I nie jest to jedyny problem. Rdzenna ludność państw GCC nie stanowi kapitału ludzkiego, na którym buduje się gospodarkę opartą na wiedzy. Drapacze chmur Dubaju i futurystyczne projekty Rijadu — takie jak słynne saudyjskie The Line — są tworzone i obsługiwane przez ekspatów, którzy z definicji są gotowi do szybkiego opuszczenia regionu. Co ważne, również takie przemieszczanie się może zostać utrudnione, co pokazały ostatnie zakłócenia w ruchu lotniczym.

Do tego dochodzi wyraźna dysproporcja demograficzna państw Zatoki. Dla przykładu w ZEA: przy populacji wynoszącej 11,5 mln ludzi jedynie 10–12% stanowią faktyczni obywatele Emiratów i rdzenni mieszkańcy; kolejne 10–11% to wysoko wykwalifikowani specjaliści, czyli wspomniani ekspaci; pozostałe ponad 80% mieszkańców to siła robocza sprowadzona z krajów rozwijających się, często z najuboższych warstw społecznych.

Co stanie się podczas prawdziwego kryzysu

Spróbujmy teraz wyobrazić sobie taki scenariusz…

Kryzys wojenny wywołuje kryzys wodny i żywnościowy, połączenia transportowe zostają przerwane. Stacje odsalania przestają działać, a ostatnie kontenery z żywnością trafiają do prywatnych magazynów rodzin królewskich. Nową twardą walutą staje się woda butelkowana. Jej cena na czarnym rynku rośnie szybciej niż spadają notowania zachodnich gwarancji bezpieczeństwa. Miasta-utopie, budowane przez migrantów dla ekspatów, szybko zamieniają się w strefy separacji: jedne dla posiadaczy „złotych paszportów”, drugie dla tych, którzy nigdy nie mieli ich w rękach.

W mediach społecznościowych pojawiają się nagrania „głodowego wymiaru sprawiedliwości” — samosądów nad firmami budowlanymi zalegającymi z wypłatami oraz nad szczególnie gorliwymi strażnikami królewskich pałaców, którzy zostali bez rozkazów.

Amerykańskie śmigłowce, jeszcze niedawno patrolujące okolice Piątej Floty, ewakuują już nie tyle obywateli, co sejfy z dokumentami i „złote bilety” — ostatnią szansę dla lokalnych elit, by rozpłynąć się w Londynie lub Genewie, zanim tłum przypomni sobie, gdzie przechowywane są prywatne zapasy wody.

Przyszłość, w której zaawansowane technologie współistnieją z totalną nierównością, może nadejść nie w fikcyjnym Night City, lecz tutaj — na zalanych słońcem ulicach Dubaju i Rijadu.

Brzmi jak scenariusz hollywoodzkiego thrillera? Tak. Czy jest całkowicie niemożliwy? Nie. Zbyt wiele rzeczy, które jeszcze niedawno wydawały się fantazją zgorzkniałego pesymisty i mizantropa, spełnia się dziś z niepokojącą szybkością.

Kategoria:

Architektura wpływu,