W marcu 2026 roku, po wizycie specjalnego wysłannika USA J. Cole’a w Mińsku, podjęto decyzję o zniesieniu sankcji wobec OAO „Biełaruskalij” oraz powiązanych struktur. Na pierwszy rzut oka dla Mińska jest to doskonała okazja do powrotu na rynki USA i UE — tak zwane „okno możliwości”. Jednocześnie powstaje jednak dość paradoksalna sytuacja: z jednej strony USA faktycznie dopuszczają powrót Białorusi do systemu dolarowego, z drugiej zaś rynek UE oraz możliwości tranzytowe pozostają zablokowane.
Zdecydowany przeciwnik białoruskiego eksportu, Litwa, stawia Mińskowi własne warunki, mimo że tranzyt z Białorusi byłby dla niej korzystny gospodarczo (litewska infrastruktura kolejowa i portowa pozostaje niewykorzystana). Polska natomiast konsekwentnie zwiększa import z Rosji, pozostając jednocześnie jednym z głównych politycznych motorów presji sankcyjnej. W 2025 roku import rosyjskich nawozów mineralnych do Polski wzrósł 1,5-krotnie w porównaniu z rokiem 2024. Na Polskę przypada ponad 25% całego rosyjskiego eksportu nawozów do UE. Stopniowo wzrósł również import rosyjskich nawozów potasowych do UE (około 12% w 2025 roku).
Polska, Litwa i sprzeczności europejskiego rynku nawozów
Nielogiczny wydaje się również fakt, że na tle rosnącego importu nawozy stały się przyczyną napięć politycznych między państwami członkowskimi UE: Litwa, Polska i Estonia domagają się całkowitej blokady potasu z Rosji i Białorusi. Węgry, Niemcy i Francja podchodzą do kwestii bardziej pragmatycznie, lobbując za zniesieniem ceł w celu utrzymania konkurencyjności własnego rolnictwa.
UE nadal zwiększa import rosyjskich nawozów, działając wbrew własnej logice sankcyjnej. Powstaje paradoksalna sytuacja, szczególnie w przypadku Polski, która finansowo wspiera rosyjskiego producenta, jednocześnie utrzymując polityczny dystans. Rozbieżność między retoryką polityki zagranicznej a interesami gospodarczymi Polski jest w biznesie czymś normalnym (rolnicy kupują tam, gdzie jest taniej), jednak z punktu widzenia finansowania wygląda to dość konfuzująco. Tym bardziej że to właśnie Polska była jednym z inicjatorów wprowadzenia w 2024 roku zaporowych ceł w wysokości 30–40% na import nawozów z Rosji i Białorusi.
Dlaczego USA są zainteresowane białoruskim potasem
Na rynku nawozów w USA również obserwujemy przetasowania dostaw. Według analiz Progressive Policy Institute na początku 2026 roku Rosja nie tylko utrzymała, ale wręcz znacząco zwiększyła swoją pozycję w eksporcie nawozów do Stanów Zjednoczonych mimo ogólnej polityki sankcyjnej. W 2025 roku USA zaimportowały rosyjskie nawozy o wartości 1,17 mld dolarów (+89% rok do roku). Stanowisko USA można jednak zrozumieć, ponieważ nawozy należą do tych sektorów, których zakazanie byłoby zbyt kosztowne, a ignorowanie — zbyt ryzykowne z punktu widzenia bezpieczeństwa żywnościowego. USA działają więc zgodnie z własnym interesem narodowym, stosując politykę wyjątków. Rosyjskie dostawy są natomiast postrzegane przez amerykańskich farmerów jako stabilne i konkurencyjne źródło zaopatrzenia.
W takich warunkach Stany Zjednoczone przypomniały sobie o białoruskim potasie i zainicjowały dialog dotyczący odblokowania kanałów tranzytowych przez Kłajpedę. Białoruś jest kolejnym dostawcą deficytowego surowca. Pojawienie się tańszego białoruskiego producenta pozwoliłoby prowadzić negocjacje z Kanadą w sprawie obniżenia cen nawozów dla amerykańskich rolników, zmniejszyć koszty produkcji rolnej, a tym samym ograniczyć inflację. W przededniu kampanii wyborczej 2026 roku byłby to również istotny bonus polityczny dla Republikanów.
Nawozy potasowe jako instrument geopolityczny
Cała gra wokół nawozów potasowych jest instrumentem politycznego nacisku na rynkach wewnętrznych USA i UE oraz poważnym geopolitycznym narzędziem wpływu. Dotyczy to nie tylko Rosji i Białorusi jako mechanizmu sankcyjnego oraz narzędzia demokratyzacji, ale również państw globalnego Południa w kontekście bezpieczeństwa żywnościowego. Jest to instrument zarządzania światowym rynkiem, pozwalający dyktować warunki: kto, co i od kogo ma kupować lub sprzedawać. Pośrednio jest to również narzędzie ograniczania wpływów Chin. „Biełaruskalij” pozostaje fundamentem białoruskiego sektora potasowego, a „Sławkalij” (Nieżyński Kombinat Górniczo-Wzbogacający) to prywatna spółka potasowa działająca na terytorium Białorusi, oczekująca na rozpoczęcie działalności.
Firma została utworzona z wykorzystaniem chińskiego kredytu w celu zwiększenia udziału Białorusi w światowym rynku. Obecnie Białoruś pokrywa znaczną część potrzeb chińskiego rynku nawozów, dlatego przywrócenie tranzytu przez Kłajpedę jest pośrednią próbą USA przekierowania części dostaw przeznaczonych dla Chin. Należy jednak zauważyć, że próba ta może okazać się nieskuteczna, ponieważ Białoruś będzie mogła prowadzić dwa równoległe strumienie eksportowe: jeden globalny, drugi skierowany wyłącznie do Chin, także w ramach spłaty kredytu udzielonego na budowę infrastruktury potasowej.
„Wielki układ” Trumpa i Łukaszenki
Białoruś poszukuje możliwości manewru. Po wizycie Cole’a dochodzi do wymiany ustępstw i rozmów o tak zwanym „Wielkim układzie”, jednak w rzeczywistości „Wielki układ” Trumpa i Łukaszenki już się dokonuje — na poziomie sektorowym. Chodzi o rozszerzenie obecności handlowej na wybranych rynkach. Możliwość przywrócenia kanału eksportowego przez Kłajpedę jest już częścią tego „Wielkiego układu”. Jednocześnie dla Białorusi istnieje realny termin graniczny wpisany w logikę negocjacji. W Mińsku zdają sobie sprawę, że jeśli Trump przegra wybory 3 listopada 2026 roku, a Kongres znajdzie się pod kontrolą Demokratów, cała logika negocjacyjna i dalsze rozmowy mogą zostać zamrożone na czas nieokreślony. Co więcej, konkretne rezultaty muszą zostać osiągnięte jeszcze przed szczytem kampanii wyborczej, która już trwa latem 2026 roku.
Podczas gdy Białoruś uzyskuje częściowe złagodzenie sankcji, Trump gromadzi polityczne dywidendy przed wyborami uzupełniającymi do Kongresu. Dialog z Białorusią stanowi również istotny sukces humanitarny, który może zostać wykorzystany w kampanii wyborczej. Obietnica rozwiązania kryzysu ukraińskiego nadal nie została spełniona, a sam Trump został wciągnięty w konflikt irańsko-izraelski, co nie spotkało się z poparciem ani wyborców, ani nawet części państw NATO. Potrzebne są więc przynajmniej pewne polityczne atuty. I właśnie takim atutem może być kierunek amerykańsko-białoruski.
Perspektywy eksportu białoruskiego potasu
Rynek nawozów został jednak strukturalnie przebudowany, dlatego Białoruś będzie musiała wracać do niszy, która została już zajęta przez konkurentów. Zniesienie amerykańskich sankcji bez przywrócenia europejskiej infrastruktury otwiera dostęp do rynków Ameryki Łacińskiej i Azji. Jednak bez europejskiej infrastruktury logistyka możliwa jest wyłącznie przez Rosję. Dlatego obecne działania są raczej gestem obliczonym na polityczne korzyści przed kolejną kampanią wyborczą niż realnym otwarciem rynku.
Dodatkowo, aby odzyskać dawne wolumeny eksportowe, Białoruś będzie musiała wypierać konkurentów, a będzie to proces długotrwały i wymagający dużych nakładów. Białoruski potas nadal jednak cieszy się opinią produktu wysokiej jakości i stosunkowo taniego, dlatego część odbiorców prawdopodobnie powróci.