Białoruskie media opozycyjne po raz kolejny przywróciły do debaty publicznej temat potencjalnego tranzytu władzy w Republice Białorusi. Za formalny początek nowej kampanii informacyjnej można uznać opublikowany dwa tygodnie temu wywiad z Jurijem Zienkowiczem, skazanym w sprawie próby zamachu stanu i niedawno zwolnionym z aresztu na prośbę Departamentu Stanu USA.
Zienkowicz, próba przewrotu i nowa dyskusja o tranzycie władzy
Sam Zienkowicz podszedł zresztą do swojego udziału w dość farsowym „internetowym puczu” z wyraźną dozą ironii. Chodzi o te słynne wideokonferencje, podczas których spiskowcy omawiali siłowe usunięcie Łukaszenki w towarzystwie „podstawionego” podpułkownika białoruskiego Sztabu Generalnego. Mimo całego groteskowego charakteru tej historii uczestnicy otrzymali jednak jak najbardziej realne wyroki. Co więcej, podczas niedawnej konferencji prasowej Zienkowicz stwierdził, że na Białorusi rzeczywiście miała istnieć próba prawdziwego przewrotu z udziałem oficerów Sił Operacji Specjalnych, w tym żołnierzy 5. Samodzielnej Brygady Specnazu z Maryjnej Górki. Jak twierdził, informacje te mieli przekazać mu współwięźniowie podczas pobytu w zakładzie karnym.
Niemal równocześnie białoruskie wydanie „Zerkalo” opublikowało własną analizę możliwych scenariuszy tranzytu władzy, dzieląc otoczenie Łukaszenki na cztery główne grupy wpływu: „rodzinę”, „wertykalę administracyjną”, „siłowików” oraz „technokratów”, czyli przedstawicieli elit gospodarczych i biznesowych.
Sam problem potencjalnych następców warto jednak rozpatrywać w nieco innej logice. Nie tyle przez pryzmat formalnych stanowisk, ile poprzez połączenie kilku kluczowych czynników: poziomu zaufania ze strony Łukaszenki, akceptowalności danej postaci dla Moskwy, posiadanych zasobów aparatu państwowego oraz zdolności utrzymania systemu po nieuniknionym początku wewnętrznych turbulencji. Jeśli spróbować stworzyć umowny ranking prawdopodobieństwa — od najmniej realnych do najbardziej prawdopodobnych scenariuszy — obraz może wyglądać następująco.
Natalia Kaczanawa: lojalność bez samodzielnej pozycji politycznej
Natalia Kaczanawa, przewodnicząca Rady Republiki Zgromadzenia Narodowego i przedstawicielka witebskiej grupy urzędniczej. Mimo niemal religijnej lojalności wobec Alaksandra Łukaszenki jej szanse w dość męskim i siłowym środowisku politycznym Mińska wydają się minimalne. Kaczanawa nigdy nie była też postrzegana jako samodzielny gracz aparatu państwowego. Raczej jako lojalna wykonawczyni poleceń. Choć trzeba przyznać, że nie jest jej całkowicie obca fascynacja różnego rodzaju „innowacjami”. W tym sensie przypomina nieco Walentinę Matwijenko, która jeszcze jako gubernator Petersburga całkiem poważnie promowała pomysł naukowo-technicznej rady do „usuwania sopli laserami”.
Aleksandr Zingman i afrykańskie schematy białoruskiego eksportu
Aleksandr Zingman, honorowy konsul Zimbabwe na Białorusi i beneficjent zarejestrowanej w ZEA spółki AFTRADE DMCC, reprezentuje już zupełnie inny typ postaci. Taki trochę „białoruski Prigożyn” z otoczenia Wiktora Szejmana — byłego szefa Administracji Prezydenta, eksprokuratora generalnego i jednego z najstarszych współpracowników Łukaszenki.
Według śledztwa OCCRP struktury Zingmana pośredniczyły w dostawach białoruskich produktów do państw afrykańskich — zarówno cywilnych, jak i wojskowych. Wśród dostawców pojawiały się między innymi MAZ, MTZ, „Homselmasz”, „Lidsielmasz” oraz Mińska Fabryka Silników.
Szanse samego Zingmana również wydają się jednak ograniczone. Od ponad siedmiu lat znajduje się on „pod lupą” polskiej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Chodzi o działania prowadzone w ramach operacji „Nevada”, w której razem z polskim biznesmenem Witoldem Karczewskim badano możliwe schematy wyprowadzania środków przy dostawach produktów przemysłowych do państw afrykańskich finansowanych kredytami objętymi gwarancjami polskiego rządu.
Dzięki bliskim relacjom Karczewskiego z kierownictwem PiS oraz osobistym kontaktom z Andrzejem Dudą sprawę w 2018 roku faktycznie wyciszono. Jednak dokumenty, jak wiadomo, nie płoną. Część materiałów operacyjnych, w których pojawiali się Zingman oraz właściciel spółki Contractus Sp. z o.o., wydzielono do osobnego postępowania z kwalifikacją „szpiegostwo” i prawdopodobnie do dziś cierpliwie czeka ona na swój moment w archiwach polskich służb specjalnych.
Mikołaj Łukaszenka: symboliczny następca bez zaplecza politycznego
Mikołaj Łukaszenka pozostaje jedną z najczęściej omawianych postaci w kontekście hipotetycznego tranzytu władzy. Dwudziestoletni wunderkind, być może najrozsądniejszy z synów Łukaszenki, niemal jak w rosyjskiej bajce o Iwanie Głupcu, a przy tym całkiem nieźle grający na fortepianie. W obecnych realiach Kola raczej nie przeszedłby jednak pełnoprawnej „weryfikacji kadrowej” na Kremlu.
Mikołaj Aleksandrowicz nie jest mimo wszystko aż tak utalentowany jak Ramzan Kadyrow. W jego przypadku mamy przecież zarówno niezwykle „terminowy” zamach na własnego ojca 9 maja 2004 roku na stadionie Dynamo w Groznym, którego faktycznych zleceniodawców do dziś oficjalnie nie ustalono, jak i bardzo dziwny wypadek samochodowy w Inguszetii z udziałem prezydenta Czeczenii Ału Ałchanowa w 2006 roku. Do tego dochodzi cała biografia polityczna budowana w logice nieustannego udowadniania własnej skuteczności poprzez kontrolowany kryzys. Krótko mówiąc — Kola raczej by tego nie udźwignął.
Aleksandr Wolfowicz i rosnąca rola pionu wojskowego
Aleksandr Wolfowicz, sekretarz stanu Rady Bezpieczeństwa i były szef Sztabu Generalnego, jest klasycznym wojskowym systemowym. Człowiekiem armii, dyscypliny i aparatowej przewidywalności. Całe życie poświęcił służbie, choć niestety bez większej wyobraźni. I właśnie w tym jednocześnie tkwi jego siła oraz słabość.
Dodatkowy kontekst jego biografii stanowi historia brata Dmitrija, który walczył podczas pierwszej wojny czeczeńskiej. Po dostaniu się do niewoli zachował się — delikatnie mówiąc — nie do końca tak, jak zwykle przedstawia się to w heroicznych wojskowych życiorysach.
To właśnie za Wolfowicza Mińsk zaczął znacznie poważniej traktować wzmacnianie wojskowego komponentu polityki państwa. Przez wiele lat Białoruś pozostawała jednym z nielicznych państw regionu, w których finansowanie całego aparatu siłowego znacząco przewyższało wydatki bezpośrednio na armię.
Dla przykładu — w 2021 roku budżet Ministerstwa Obrony wynosił około 550 mln dolarów, podczas gdy łączne finansowanie struktur siłowych przekraczało 1,1 mld dolarów. W ostatnich latach dysproporcja ta zaczęła się jednak stopniowo zmniejszać. Już w 2025 roku wydatki na obronę narodową zaplanowano na poziomie 1,45 mld dolarów, z czego około 1,37 mld ma trafić bezpośrednio do Sił Zbrojnych. Całkowite finansowanie aparatu siłowego, wliczając MSW, sądownictwo i służby bezpieczeństwa, wynosi natomiast około 1,64 mld dolarów.
Wiktor Szulejko: technokrata z rosnącym znaczeniem politycznym
Wiktor Szulejko, były główny energetyk Grodzieńskich Zakładów Mięsnych, a obecnie wicepremier odpowiedzialny za sektor rolno-przemysłowy, na pierwszy rzut oka wydaje się postacią bardziej gospodarczą niż polityczną. W białoruskim systemie właśnie tacy ludzie bywają jednak czasem znacznie ciekawsi niż zawodowi ideolodzy.
Szczególnie wymowna okazała się niedawna wizyta białoruskiej delegacji w Pjongjangu — pierwsza od niemal dwóch dekad. Formalnie delegacji przewodził urzędnik odpowiedzialny za rolnictwo. Problem polega jednak na tym, że w Korei Północnej omawiano kwestie, delikatnie mówiąc, niezwiązane wyłącznie z żywnością.
Szulejko najwyraźniej otrzymał bardzo wysoki poziom zaufania do rozmów na tematy wykraczające daleko poza sektor rolny, obejmujące również współpracę gospodarczą i wojskowo-techniczną. Strona północnokoreańska tradycyjnie potrafi zresztą wykorzystywać przewagi wojskowe nawet w projektach formalnie cywilnych.
Nieprzypadkowo azjatyckie media niemal od razu zaczęły spekulować o zainteresowaniu Pjongjangu białoruskimi ciężarówkami jako potencjalnymi platformami dla mobilnych systemów rakietowych. Tym bardziej że armia Korei Północnej od dawna skutecznie maskuje wyrzutnie rakietowe jako cywilne pojazdy transportowe.
Dmitrij Krutoj — najbardziej realistyczny kandydat?
Dmitrij Krutoj, od czerwca 2024 roku szef Administracji Prezydenta, dziś wydaje się jedną z najbardziej realistycznych postaci w kontekście potencjalnego tranzytu władzy. Wcześniej pełnił funkcję ambasadora Białorusi w Rosji i zdążył wyrobić sobie opinię skutecznego negocjatora w relacjach z Moskwą.
Do jego największych osiągnięć zalicza się zwykle udział w restrukturyzacji białoruskiego długu państwowego wobec Rosji, utrzymanie względnej stabilności walutowej oraz sukcesy w negocjacjach dotyczących cen gazu.
To właśnie Krutoj wydaje się dziś politykiem zdolnym pogodzić interesy części białoruskiej biurokracji oraz Moskwy. Przy całej aktywności politologów i zwolenników teorii spiskowych warto jednak pamiętać o jednym: dla Alaksandra Łukaszenki kwestia tranzytu władzy wciąż pozostaje drugorzędna wobec kwestii utrzymania samej władzy.
Teoretycznie Łukaszenka rzeczywiście mógłby wskazać następcę na wzór późnego Jelcyna, zapewniając sobie gwarancje bezpieczeństwa i kontrolowane odejście. Problem polega jednak na dwóch kwestiach jednocześnie. Po pierwsze — na osobistych ambicjach politycznych samego białoruskiego przywódcy. Po drugie — na tym, że w obecnej rzeczywistości geopolitycznej wszelkie gwarancje wydają się zbyt kruche, by traktować je jako realne zabezpieczenie.