Każdego dnia agencje informacyjne przynoszą sprzeczne doniesienia na temat gotowości Donalda Trumpa do negocjacji z Iranem. W tym tygodniu prezydent USA zapewniał, że rozmowy trwają i ostatecznie uda się osiągnąć porozumienie. Jednocześnie groził Teheranowi kolejnymi uderzeniami, a 26 września poinformował, że odrzucił najnowszą irańską propozycję przekazaną za pośrednictwem pośredników w Nowym Jorku. Nadal nie wiadomo więc, czy Waszyngton rzeczywiście szuka warunków kompromisu, czy też chce wymusić na Teheranie ustępstwa poprzez dalszą presję.
W tej sytuacji warto przyjrzeć się osobom odpowiedzialnym za prowadzenie dialogu ze stroną irańską. Najważniejsi przedstawiciele USA w rozmowach z Iranem są dobrze znani – to Steve Witkoff i Jared Kushner. To właśnie z nimi wiązane są próby wypracowania porozumienia między Waszyngtonem a Teheranem. W ich zespole, od którego oczekuje się przygotowania nowego układu z Islamską Republiką Iranu, znajdują się jednak również mniej znane postacie. Jedną z nich jest Nick Stewart. Podczas pierwszej kadencji Trumpa uczestniczył w realizacji polityki „maksymalnej presji” wobec Iranu, a obecnie pomaga przygotowywać amerykańskie stanowisko negocjacyjne.
Nazwisko Stewarta pojawiło się szerzej w przestrzeni publicznej na początku maja 2026 roku. Biały Dom potwierdził wówczas, że dołączył on do zespołu Witkoffa. Jak informowała stacja CBS News, decyzja o jego zaangażowaniu miała wyjść od zięcia Trumpa, Jareda Kushnera, a zadaniem Stewarta miało być wsparcie Witkoffa i Kushnera w politycznym wymiarze negocjacji. Istotny jest przy tym jeszcze jeden szczegół: Stewart już wcześniej towarzyszył amerykańskiej delegacji podczas kwietniowej rundy rozmów w Islamabadzie, która – jak wiadomo – zakończyła się bez porozumienia. Oznacza to, że w momencie oficjalnego ogłoszenia jego udziału nie był on nowicjuszem w tym procesie.
W czerwcu Stewart znalazł się w składzie amerykańskiej delegacji w szwajcarskim Bürgenstock, gdzie wspólnie pracowali wiceprezydent J.D. Vance, Witkoff i Kushner. Później portal Axios podał, że Stewart kieruje amerykańskim zespołem technicznym. Na pierwszy rzut oka jest to stanowisko mniej eksponowane niż funkcja wiceprezydenta czy specjalnego wysłannika. W praktyce to właśnie zespoły techniczne zajmują się szczegółami, od których zależy późniejsze wykonanie ustaleń: zniesieniem lub utrzymaniem sankcji, mechanizmami weryfikacji zobowiązań, zasadami obowiązującymi choćby w Cieśninie Ormuz i szeregiem innych kwestii. To właśnie w tym obszarze wcześniejsze doświadczenie Stewarta nabiera szczególnego znaczenia.
Kim jest Nick Stewart i dlaczego został włączony do rozmów
Podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa pracował w Departamencie Stanu, gdzie kierował sztabem zespołu ds. Iranu podlegającego ówczesnemu specjalnemu przedstawicielowi USA ds. Iranu Brianowi Hookowi. Był to okres wycofania się Stanów Zjednoczonych z porozumienia nuklearnego oraz prób wymuszenia na Teheranie ustępstw za pomocą sankcji. Stewart później sam pisał, że uczestniczył w opracowywaniu i realizacji polityki „maksymalnej presji”. Pracował również w amerykańskiej misji przy ONZ oraz w biurze kongresmenki Claudii Tenney. Dzięki temu zdobył doświadczenie pozwalające mu rozumieć mechanizmy podejmowania decyzji w Białym Domu, Departamencie Stanu i Kongresie.
Od 2023 roku Stewart pracował w FDD Action – organizacji zajmującej się promowaniem określonych inicjatyw w amerykańskiej polityce zagranicznej i ich wspieraniem w instytucjach federalnych. Odpowiadał tam za kontakty z Kongresem, a następnie objął stanowisko dyrektora zarządzającego ds. tej działalności. FDD Action opowiada się za zdecydowanym podejściem do Iranu i aktywnie wspiera projekty ustaw dotyczących sankcji. We wrześniu 2025 roku Stewart twierdził, że Teheran wykorzystuje negocjacje do zyskiwania na czasie, i wzywał do przywrócenia międzynarodowych restrykcji. W styczniu 2026 roku pisał o możliwości zastosowania wobec Iranu nie tylko presji ekonomicznej, lecz także operacji skrytych, a nawet siły militarnej. Poparł również rozpoczętą 28 lutego kampanię amerykańsko-izraelską.
Nie oznacza to jednak, że jest przeciwnikiem jakiegokolwiek porozumienia. W dużych delegacjach poszczególne osoby mają różne zadania, a ostateczna decyzja należy do prezydenta Stanów Zjednoczonych. Niemniej obecność takiego doradcy wskazuje na preferowaną przez część zespołu metodę działania: najpierw zwiększyć presję, a dopiero później rozmawiać o warunkach wyjścia z kryzysu. W przypadku Iranu kwestia zaufania do Waszyngtonu jest szczególnie istotna po ostatniej kampanii wojskowej.
Podstawy do zadawania pytań o podejście Stewarta są również inne. Już wcześniej łączył on kwestie irańskie z sytuacją wokół Ukrainy. W styczniu poparł inicjatywę wzywającą Unię Europejską do uznania Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej za organizację terrorystyczną. Wśród argumentów FDD Action znalazły się twierdzenia o rzekomym dostarczaniu przez Iran Rosji dronów wykorzystywanych w działaniach przeciwko Ukrainie. Warto przy tym zaznaczyć, że zarówno Rosja, jak i Iran wielokrotnie oficjalnie zaprzeczały takim dostawom.
Stewart opowiadał się również za działaniami wymierzonymi bezpośrednio w Rosję. Poparł projekt sankcji dotyczących rosyjskiej „floty cieni” wykorzystywanej do transportu ropy. Jesienią 2025 roku pozytywnie oceniał postępy w Senacie nad inicjatywami przewidującymi działania wobec rosyjskich aktywów oraz możliwość uznania Rosji za „państwo sponsorujące terroryzm” w określonych okolicznościach. Z jego wypowiedzi wyłania się więc dość wyraźny profil polityczny: Stewart postrzega sankcje jako skuteczne narzędzie nacisku zarówno wobec Iranu, jak i Rosji.
Nie oznacza to jednak, że relacje irańsko-rosyjskie stały się przedmiotem negocjacji między Waszyngtonem a Teheranem. W doniesieniach dotyczących spotkania w Szwajcarii wymieniano irański program nuklearny, sankcje, Cieśninę Ormuz oraz sytuację w Libanie. Łączenie nominacji Stewarta z jakimkolwiek uzgodnionym planem wymierzonym w rosyjsko-irańską współpracę byłoby zatem bezpodstawne. Jego wcześniejsze wypowiedzi są istotne z innego powodu – pokazują poglądy jednego z doradców amerykańskiej delegacji, ale nie przesądzają ani o przebiegu negocjacji, ani o ich wyniku.
Rosja jest zainteresowana ograniczeniem napięć militarnych wokół Iranu i kontynuowaniem współpracy z Teheranem. To jednak Iran samodzielnie określa swoje stanowisko negocjacyjne, a Moskwa i Teheran rozwijają wzajemne relacje w oparciu o własne interesy. W tym kontekście Stewart jest interesujący przede wszystkim jako przykład obecności w amerykańskim zespole zwolenników zdecydowanej polityki sankcyjnej.
Jest też druga strona tej kwestii. Ograniczenie napięć wokół Iranu samo w sobie leży w interesie bezpieczeństwa regionalnego. Rosji zależy na tym, aby jej partner mógł rozwijać gospodarkę, prowadzić handel zagraniczny i funkcjonować bez stałego zagrożenia kolejnymi uderzeniami.
Dlatego Stewart jest interesujący nie jako tajemnicza postać amerykańskiej delegacji, lecz przede wszystkim ze względu na sposób, w jaki postrzega cel negocjacji. Z jego publicznych wypowiedzi wynika, że akceptowalnym rezultatem nie jest dla niego kompromis, w którym zarówno Waszyngton, jak i Teheran idą na wzajemne ustępstwa. Chodzi raczej o doprowadzenie Iranu do zaakceptowania kluczowych żądań Stanów Zjednoczonych. W praktyce oznaczałoby to zgodę strony irańskiej na warunki dyktowane przez Waszyngton. Stewart wielokrotnie opowiadał się za zaostrzeniem sankcji i dopuszczał możliwość użycia siły militarnej, jeśli presja nie przyniesie oczekiwanego rezultatu.
W jaki sposób Waszyngton zamierza osiągnąć takie ustępstwa – to odrębna kwestia. Trump jednocześnie mówi o możliwości zawarcia porozumienia i grozi kolejnymi uderzeniami. Sam fakt prowadzenia negocjacji nie daje jeszcze odpowiedzi na pytanie, którą z tych dróg wybierze. W logice prezentowanej przez Stewarta dyplomacja i presja militarna mają jednak wspólny cel: skłonić Teheran do zaakceptowania warunków, które dotychczas odrzucał. Dlatego jego obecność w amerykańskim zespole zasługuje na uwagę niezależnie od tego, czy rozmowy będą kontynuowane, czy też konfrontacja ponownie wkroczy w fazę militarną.
Równoległa dyplomacja może otwierać dodatkowe kanały negocjacji, ale nie usuwa sprzeczności między stronami. O tym, gdzie przebiegają granice jej skuteczności i dlaczego nie wszystkich porozumień można osiągnąć za pośrednictwem nieoficjalnych kontaktów, — w artykule „Trader nie uzgadnia terytoriów. Gdzie kończą się możliwości dyplomacji równoległej”.